Read Time:1 Minute, 1 Second
Pod numerem chyba osiemnaście
W czerwonej od cegieł kamienicy
Było miejsce, ktore każdej prawie nocy
Przyciągało ludzi z calej ulicy
Przychodzili z plecakami, z siatkami
wystarczyło zapukać w okienko
I za chwile przygarbiony staruszek
Witał ich chudą, wyciągnietą ręką
Zaraz potem wychodzili z usmiechem
Zajmowali wszystkie podwórkowe ławki
I tak siedząc pod księżycem powoli zjadali
Zakupione przed chwila czerwone truskawki
Ref. O każdej porze roku
W tej małej, smutnej kamienicy
zawsze uśmiechnięty staruszek
Miał truskawki dla całej ulicy
Tak trwało to dziesiatki lat
Truskawki jadły dzieci i ich babcie
I nie slyszal nidy cały wielki świat
Jak szuraja noca truskawkowego dziadka kapcie
Az zdarzylo sie pewnego razu
Że ktos chyba nie z tej kamienicy
Zakupione noca pachnace owoce
Sprzedawał rankiem na innej ulicy
No, a noca przyszlo mnóstwo ludzi
Tak jak zawsze stukali w okienko
I odeszli nad ranem z pustymi torbami
Nikt ich nie powitał wyciągnieta reka
Ref. O każdej porze roku…
Od tamtej pory juz tylko na wiosne
Czerwienieja uliczne stragany
Soczystymi, pachnacymi truskawkami
Karmią swoje dzieci wszystkie mamy
I juz nie ma tej starej kamienicy
Nikt nie wie co sie stalo ze staruszkiem
Tylko czasem noca – nikt nie wie skad
Mozna znaleźć truskawke pod łóżkiem
Ref. O każdej porze roku…