Read Time:32 Second
Pamiętasz jak za kioskiem przez świętych zniesławionych
Gdzie honor mój dostojny drżał chłodem obnażony
Do chwili kiedy usta, jak wiosna resztki śniegu
Stopiły chłód, a płomień wznieciły w krwiobiegu
Ref. Jaskółeczko, Panno lotów niewysokich
Rozwiń skrzydła, wtedy łatwiej jest na boki
Papieros zgasł pod rynną, a białe wino w dłoni
Spijałaś niespokojnie, by kropli nie uronić
A niebo Drogą Mleczną, rozkosznie pulsowało
Strawiłaś ostatecznie wewnętrznie obce ciało
Ref. Jaskółeczko, Panno lotów niewysokich
Rozwiń skrzydła, wtedy łatwiej jest na boki
Rozwiń skrzydła, wtedy łatwiej jest na boki
Gdy powiał wiatr świtaniem i zmysłów żar ostudził
Zamknąłem mgliste oczy, by jeszcze się nie zbudzić
Zamknąłem mgliste oczy, by jeszcze się nie zbudzić
Ref. Jaskółeczko, Panno lotów niewysokich
Rozwiń skrzydła, wtedy łatwiej jest na boki
Rozwiń skrzydła, wtedy łatwiej jest na boki