Wszystkie wpisy, których autorem jest Krzysztof Domański

Słynny niebieski prochowiec

0 0
Read Time:1 Minute, 9 Second

Jest czwarta nad ranem, już kończy się grudzień.
List piszę do Ciebie: Czy dobrze się czujesz?
W New Yorku jest zimno, poza tym w porządku
Muzyka na Clinton Street gra na okrągło.

Podobno budujesz swój własny dom
W głębi pustyni.
Od życia nie chcesz już nic,
Lecz musiałeś zachować wspomnienia.

A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym by zwiać,
Lecz niełatwo jest zwiać…

Gdy tu byłeś ostatnio, wyglądałeś jak starzec:
Podniszczyłeś swój słynny niebieski prochowiec.
Do każdego pociągu wychodziłeś na dworzec-
Bez swej Lili Marleen pojechałeś do domu.

Dałeś mojej kobiecie
Swego życia ledwie strzęp;
Nie jest już moją żoną
I Twoją też nie…

Ciągle widzę Cię z tą różą w zębach,
Choć wiem, że to tani był greps,
Lecz spodobał się Jane…
Jane pozdrawia Cię też.

Cóż mam Ci powiedzieć, mój bracie, mój kacie?
Sam nie wiem, czy pisać, czy nie?
Brakuje mi Ciebie, przebaczam od siebie
To dobrze żeś w drogę mi wszedł…

A może byś tak tutaj wpadł
Do mnie lub do Jane,
Twój wróg sypia nadal twardo
A jego żona nudzi się

Więc dziękuję Ci, że
Wypędziłeś jej z oczu ten żal
Ja myślałem, że musi być tak
Nie starałem się więc

A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym by zwiać

Z poważaniem
Leonard Cohen

Polanka

1 0
Read Time:34 Second

Liści zielenią zagra nam wiatr,
a śpiewność ptaków tylko prawdę powie.
Choć niepojęty ten cały świat,
choć nam nie wszystko chce zmieścić się w głowie.

Ref. To zatańcz ze mną na polanie
ot tak po prostu.
To zatańcz ze mną na polanie
choć raz prawdziwie zatańcz ze mną sobie.

Spójrz drzewa takie są uśmiechnięte,
a trawa oświadcza się ptakom.
Choć nienazwane to piękne przepięknie
oddają się wszystkim nie biorąc nic za to.

Ref. To zatańcz ze mną na polanie…

Drzewa coś szepczą coś ciągle śpiewają
i pełno w ich szumie jest Twojej piękności.
Choć już troszeczkę o jesieni bają
to i tak las pełen jest naszej miłości.

Ref. To zatańcz ze mną na polanie…

Piosenka na organki i trochę ciszy

0 0
Read Time:22 Second

Przyjeżdżają autobusy, białe, żółte i czerwone.
Wśród nich ludzie wciąż przechodzą na drugą stronę
Wszyscy biegną ulicami, wszyscy razem, każdy sam,
I nikt nie wie o miłości, bo nikogo nie ma tam gdzie my.

Ref. W życiu zdarzają się też puste ulice,
Na których tylko cisza, a w ciszy ty i ja,
I tylko w bramie w resztę świata zaplątany człowiek,
Na organkach gra

Rozpatrzeni, rozsłuchani, rozmówieni, rozmyśleni
Stojąc suną chodnikami, w ciszę wtuleni.

Pieśń V

0 0
Read Time:25 Second

Garniemy się do muzyki,
muzyka to jest nasz festyn,
kochamy trąbki i smyki,
obój, klarnet i klawesyn.

Jest w domu lichtarz nieduży
z wysoką świecą szkarłatną;
ona do koncertów służy,
do dźwięku dodaje światło.

Ty ją zapalasz w godzinie
muzycznej i płomyk świeci w chwili
gdy z głośnika płynie
Koncert Brandenburski Trzeci.

Radość jak poważny taniec
przesuwa swój cień po ścianach.
I pada świecy pełganie
na twarz Jana Sebastiana.

Lipski kantor bardzo mile
uśmiecha się zza oszklenia.
Chciałbym wszystkie takie chwile
ocalić od zapomnienia.

Na błękicie jest polana

0 0
Read Time:30 Second

Powiedz mi, powiedz co byś chciała
Cuda ja czynię, moją Mała
Martwe zamieniam w żywe
Zgasłe w płonącą grzywę
Powiedz mi co byś chciała

Ref. Na błękicie jest polana…
Dwa obłoki to hosanna
Jeden chłopak, drugi panna
Jeden chłopak, drugi panna

Jeśli chcesz czegoś jeszcze więcej
Wezmę Cię ja na ręce
W góry zaniosę dzikie
Zaprzęg latawców skrzyknę
Jeśli chcesz jeszcze wyżej

Ref. Na błękicie jest polana…

Powiedz mi, powiedz co byś chciała
Cuda ja czynię moja Mała
Chęć masz na lody może
Albo na dzikie zboże
Wszystko dla Ciebie zrobię
Mój ty mały, wielki Boże

Ref. Na błękicie jest polana…

Miłość

0 0
Read Time:23 Second

Słońce, słońce w ramionach
Czy twego ciała kryształ pełen
Owoców białych, gdzie zdrój zielony tryska,
Gdzie oczy miękkie w mroku
Tak pół mnie, a pół Bogu.

Twych kroków korowody
W urojonych alejach,
Twe odbicia u wody
Jak w pragnieniach, w nadziejach.

Twoje usta u źródeł
To syte, to znów głodne,
I twój śmiech, i płakanie
Nie odpłynie, zostanie.

Uniosę je, przeniosę
Jak ramionami – głosem,
W czas daleki, wysoko,
W obcowanie obłokom.
Tak pół mnie, a pół tobie…

Jesion rozszumiały

0 0
Read Time:24 Second

Jesion nie robił nic poza tym
Że szedł sobie drogą i szumiał
Na sobie miał liście podarte
I szumieć świetnie umiał

Ref. Jakiż to drzewon huczny
Liśćmi rudymi zalesion
Szumiał za dwóch bo za jasień
I jeszcze szumiał za jesion
Mówisz to nic wielkiego
Po co to drukiem podawać światu
Nic no to proszę kochany
Podam ci jesień, zaszum…

Niby cóż jesion jak jesion
Lecz dziwne rzeczy się działy
Ukryte tam przed księżycem
Zmowy zwierząt szumiały

Ref. Jakiż to drzewon huczny…

Jesienie

0 0
Read Time:32 Second

Jesienie rok za rokiem idą, gwiazdy jak deszcze szyby tną.
Zielone łanie na polanie, u okien huczy serca bąk.

Ref. Bo już kolebią aniołowie imię – jak złote imię gwiazd,
próchnieje pod stopami czas, zostaje wieniec chmur na głowie.
Bo już kolebią aniołowie na niewidzialnych dłoni śnie
proste jak sosna, czyste dnie rosnące w ptasim słowie.

Liście opadły, wrócą liście i modlitewne łuki gór,
przeminą ludzie w nienawiści, zostanie trzepot ptasich piór.

Ref. Bo już kolebią aniołowie imię – jak złote imię gwiazd,
próchnieje pod stopami czas, zostaje wieniec chmur na głowie.
Bo już kolebią aniołowie na niewidzialnych dłoni śnie
proste jak sosna, czyste dnie rosnące w ptasim słowie.

Fuga

1 0
Read Time:44 Second

Jesień – urodzaj na pająki
Cygańska smoła, zmięte łąki
I czas gorącej smagłej urody
I wiatry wiatry zawalidrogi
W sińcach pod okiem w środku drogi
Balladowicze i paliwody

I śpiew, śpiew i wołanie
I śmiech, śmiech i kochanie
W zakrytych brezentem furgonach
I komu tu garnki drutować
Komu tu rondle lutować
I komu powróżyć w tych stronach

Jadą od świtu śniadzi, słomiani
Wieją na wozach złotymi wiechciami
Każdy kołysze się w lewo i w prawo
Panny się w oknach milczące rozsiadły
I zrozumiały i nagle pobladły
I biegną za tą hulaszczą wyprawą

Szałwie i klony, czerwone listowie
Ach, zaczekajcie chwileczkę panowie
I wchodzą w twarde, żylaste objęcia
A oni błędne cygańskie plamię
Strąceni dzisiaj z nieba na ziemię
Nakrywają je płachtą szczęścia

I odjeżdżają jesienni, liściaści
Ojcowie nas wszystkich i protoplaści
Drogą, łąkami i polem wymiętym
I jadą razem w świat zakochani
Przyszli nieznani, odchodzą nieznani
Pod szeleszczącym, miłosnym brezentem

Erotyk

0 0
Read Time:27 Second

Jesteś tak blisko tutaj przy mnie
Że nawet myśli twoje słychać
Dlaczego nie miałbym za chwilę
Palcami włosów twych dotykać

Ref. No chodź już, pocałuj mnie
Spróbuj raz być inna
Wiem przecież, czego możesz chcieć
Więc nie bądź taka niewinna

Znowu tak dziwnie się uśmiechasz
Iskierki białe błyszczą w oczach
Na co kochanie jeszcze czekasz
Możemy pięknie się pokochać

Ref. No chodź już, pocałuj mnie…

A jutro rano w białym łóżku
Gdy pierwszy słońca promień wstanie
Obudzę cię tak po cichutku
I kawę zrobię na śniadanie

Ref. No chodź już, pocałuj mnie…