– Panie kominiarz, cóż pan wyczyniasz
Po coś pan wszedł na dach? –
A on tylko westchnął i wcale nie przez nią
Nie dla dziewczyny to słówko: ach…
Ref. Wzdycham, bo strasznie mi szkoda księżyca
Że nikt już na niego nie patrzy
Że nie zachwyca, tak jak zachwycał
Wybrzydzać nauczył się każdy
I nikt już nie widzi, że księżyc to kółko wycięte ze złota
A wyście, biedni, i fanty przejedli – chamstwo i zwykła hołota!
– Panie kominiarz, znów pan zaczynasz
To już doprawdy jest grzech!
Złaź pan z powrotem i skończ tę robotę –
A on tylko splunął i westchnął: ech…
Wzdycham…
– Panie kominiarz, po kiego grzyba
Wzdychałeś… – a jego nie ma!
Dlaczego nie ma? Została drabina
Na księżyc cholernik wlazł!
Brzucha wciągnął, usiadł jak pan
I nie wzdychając już wcale
Zadyndał sobie nogami
– Bo ja w księżycu się zakochałem! – krzyknął –
A na was to dyndam, obwiesie! –
I dyndać zaczął, dynda do dzisiaj
Dynda, ile wlezie…
Dyndam, bo strasznie mi szkoda księżyca
Że nikt już na niego nie patrzy
Że nie zachwyca, tak jak zachwycał
Wybrzydzać nauczył się każdy
I nikt już nie widzi, że księżyc to kółko wycięte ze złota
A wyście, biedni, i fanty przejedli – chamstwo i zwykła hołota!